Praga

 

Pociąg miał rosyjskie oznakowania. Moim towarzyszem podróży był wystraszony chłopak, mieszkaniec byłych wschodnich Niemiec, ubrany w niewygodny strój i gapiący się na kartki taniej książki. Mój towarzysz nie wydobył z siebie ani jednego słowa i zakończył swą podróż w pobliżu Drezna. Brzydkie miasto - nawet w nocy. Nagle pojawiła się czeska granica i zmieniły się mundury. Nie znikła jednak przemysłowa brzydota . "Republika Czeska" wymamrotałem do siebie. "Brzmi jak gatunek płatków śniadaniowych". Za przesuwającym się oknem panowała ciemność i pustka. Nie byłem pewien, czego spodziewać się po Pradze. Jedno co wiedziałem na pewno to fakt, że jest to ważna dla mnie wizyta. Pociąg wyrzucił mnie na stacji w Holesowicach,  jakiejś zapadłej dziurze poniżej wszelkich wymiernych standardów. Przywitały mnie świeżo wyszorowane, wiecznie brudne podłogi, ale nie skorzystałem z usług żadnego z taksówkarzy. Byłem zdecydowany nie dać z siebie tak szybko zedrzeć ostatniej skóry. Czekałem aż otworzą metro i w końcu doczekałem się. Z zaczerwienionymi oczami przepychałem się do przodu, byłem już blisko celu. W fazie porannego bardo odnalazłem swego małego anioła.

Kiedy Niemieccy yuppies się wypalą, jadą do Poczdamu, a dokąd zdążają ich czescy koledzy? Praga była piękna, ale dla większości z tych głupawych yuppies była też miejscem nieczystym. Zapach spalanej gumy zaatakował z rana moje nozdrza. Było wcześnie, przejmująco zimno i wilgotno. Zgubiłem się... Zawiłe wskazówki, które dostałem od Apple, popieprzyły mi się. Zostawiłem bagaż w hotelu i włóczyłem się po Karlinie, jednej z praskich dzielnic. W głowie prowadziłem dziennik:

 

Dzień pierwszy:

W końcu ją znalazłem. Summer jest doskonałą boginią. Ma twarz o doskonałych rysach i doskonałą skórę. Niespotykana szwedzko-francuska mieszanka. Chłopak Summer, który pomagał mi wtargać bagaże po schodach, sprawiał wrażenie osoby bezradnej. Za to Summer, och, z zasady obchodzi ją wszystko; jest cząstką tego świata i nic nie może tego zmienić. Między nami powstała silna karma. Byliśmy niczym przyciągające się wzajemnie bieguny magnesów. Rozstawiłem swój ołtarzyk i po odprawieniu pudży usnąłem. Po zbudzeniu okazało się, że jestem sam na sam z Summer. Na czarny stanik założyła białą koszulkę i stanęła przy oknie paląc papierosa. Była bardzo chuda i chora. Miała skórę koloru kości słoniowej. Była też nerwowa. "Co myślisz o Czechach?" spytałem siedząc na podłodze. "O, jedna trzecia jest święta, jedna trzecia OK, a pozostała część zupełnie beznadziejna" rzekła z odcieniem niepewnej wyższości. Nie potrafię szczegółowo odtworzyć pozostałej części rozmowy, pamiętam tylko, że ten mały anioł żył dziko i miał rozliczne problemy zdrowotne. Niedonoszona ciąża oraz jedenastogodzinna aborcja poraniły ją boleśniej niż sama przyznawała. Astma w wieku dziecięcym, problemy z sercem i układem krążenia oraz mięśniaki w układzie rozrodczym tylko na parę sekund uczyniły ją dla mnie mniej atrakcyjną. Nie rozczulałem się jednak ani nie pożerałem jej wzrokiem. W powietrzu unosiła się swoista aura świętości. Nasz związek sięgał głęboko w przeszłość. Czuliśmy się swobodnie, powoli rozpoznając się w naszych nowych ciałach.

Summer miała wysmukłą i elegancką sylwetkę. Na myśl przychodzi słowo sportowiec, chociaż równie dobrze można by powiedzieć tancerka. Uważnie przyglądałem się jej długim i cienkim palcom. Miała również długie ramiona. Małe piersi. Filigranowe, pełne erotyzmu stopy. Powracało skojarzenie z łagodnym pajączkiem. Summer miała wystające obojczyki, które z wyglądu przypominały kierownicę roweru. Później spytałem czy jej rude włosy, sięgające prawie do ramion, były naturalnego koloru. "Nie, farbuję je" wyznała z lekkim poczuciem winy. Summer nosiła szkła kontaktowe, które skrywając jej zainteresowanie książkami, eksponowały zarazem przenikliwe, błyszczące i bladoniebieskie oczy. Gdyby spojrzenia potrafiły zabijać, Summer odsiadywałaby dożywocie. Miała dopiero osiemnaście lat, ale sprawiała wrażenie osoby dojrzałej psychicznie jak na swój młody wiek. Pochodziła z rozbitej rodziny. Była typowym przedstawicielem strefy Trzeciej Fali. Zasadniczo Summer miała tylko siebie. Gdzieś w okolicach czwartej klasy rzuciła szkołę i niczym zepsuta księżniczka pobierała nauki w domu. Mój mały anioł miał też pewną ogładę towarzyską. Dysponowała gotową wiedzą, co, jak i kiedy powiedzieć. W bardzo młodym wieku uczyła się też aktorstwa. Może dzięki temu nabrała takich umiejętności. Praca modelki wydawała się jej jednak zbyt nudna.

"Czy chciałbyś gdzieś później wyjść?" dopytywała się. Postanowiłem zignorować pytanie. Teraz najważniejsze było dla mnie, aby spędzić z nią każdą możliwą sekundę. Sygnał, który przesłała z San Francisco doprowadził mnie do Pragi; w końcu powoli, niczym po nitce do kłębka, dochodziłem do prawdy. Nadeszła pora poznania naszej przeszłości. Czułem  niebezpieczeństwo, ale to nie mi groziło.

 

Dzień drugi:

Praga jest piękna, ale sprawia wrażenie, jakby czas się tu zatrzymał. Zabudowa jest bardziej zwarta i zbita niż w Berlinie. Praga leży w środku europejskiego kotła. Summer powróciła, aby w swoim starym, rodowym domu odzyskać zdrowie a może i umrzeć... Była czarodziejką rozumiejącą tajniki alchemii i nie bojącą się jej. Chłopak Summer był typem szalonego kochanka. Ktoś kiedyś pozbawił go wszystkiego, był zastraszony i zły. Chciał odebrać wszystko, co utracił; straty nie miały jednak końca. Wiedziałem, że będzie się to wlokło w nieskończoność. Summer zdawała sobie z tego sprawę ale tolerowała taką sytuację. Wiedziała też, że zasługuje na kogoś lepszego, ale była zbyt chora aby żyć w samotności. Całą drogę z San Francisco wlokła za sobą tego biedaka, ni to mężczyznę, ni to dzieciaka. Oficjalnie tworzyli parę, ale Summer na swój spokojny, zdyscyplinowany sposób czekała tylko na moment, który przyniesie jej wybawienie. 

W tym właśnie czasie zacząłem swoim tanim i rozpadającym się Olympusem pstrykać jeden film za drugim. Fotogeniczność Summer była nieodparta. Sesje zdjęciowe były naszą pierwszą pudżą. Summer była naturalnie zgrabna. Nasz związek zaczynał wkraczać w nowy wymiar. Każdy akt był aktem miłości. Ponadczasowe praskie brukowane alejki były ścieżkami naszego prywatnego ogrodu. Niezliczone iglice i wieżyczki zwisały niczym kulisy nieznanej sztuki. Summer i ja pozowaliśmy do zdjęcia na Moście Karola. Miałem wrażenie, jakbyśmy byli już małżeństwem.

 

Dzień trzeci:

Praga widziana z kosmosu:

Na świecie istnieje sześć wirów skupiających energię duchową. Można je znaleźć jedynie w punktach geograficznych skrzyżowań. Wirujące masy duchowe i kulturowe tworzą w tych miejscach próżnię, której ośrodek wyłapuje wszystko co znajdzie się w jej polu, wsysając wszystko i tworząc nowe formy nierównowagi. Ziemskie istoty wciąż niewiele rozumieją z istoty owych groźnych i dynamicznych przemian. To właśnie te przemiany tworzą białe napięcie oraz typową na nie reakcję - czarne napięcie. Dwie dziwne ziemskie istoty zakochują się, ale nie są typowymi przykładami czarnych kapeluszy. Komputer zrobił wydruk każdemu z nich i z trudem wylicza ich karmę. Jest ona bardzo głęboka. Dojrzewa z nieprzewidywalnymi konsekwencjami. Rasa białych kapeluszy jest gatunkiem zagrożonym. Światem rządzą czarne kapelusze. Objęcie całej złożoności jest trudniejsze niż jej stłumienie. Niebezpieczeństwo utraty osobowości jest mniejsze, ale ceną jest zniszczenie różnorodności przemian, tak potrzebnej w procesie tworzenia. Gubi się zasadniczą obfitość. Następne komunikaty prześlemy, gdy zajdzie taka potrzeba.

 

Fakty z powierzchni Pragi:

Summer przedstawiła mnie czeskiej dziewczynie, którą spotkała w San Francisco. Dziewczyna miała niebieskie oczy, czerwone policzki oraz duże wystające zęby. Ten cherubinek był dla mnie doskonałym symbolem  stanu, w jakim obecnie znajdowały się Czechy. Komuchy odeszły, ale twarde zasady ekonomii mocno uderzyły w Czechów. Słowacy odeszli, teraz są uważani za cudzoziemców. Ich miejsce zajmują Niemcy, a wytworem nowej wolności jest moralny kac. "W telewizji wciąż lecą wiadomości gospodarcze, ja ich nie rozumiem," narzekała młoda Czeszka. Summer nawet na nią nie patrzyła. Patrzyła na mnie z mieszanką rozbawienia, zaciekawienia i chłodnego zainteresowania. "Czy jesteś Żydem" spytała Czeszka. "Tak" odpowiedziałem z lekką obojętnością. "Czy mogę jeszcze raz przyjść i porozmawiać z tobą?" nalegała. "Możemy się umówić," zapewniłem ją. Summer siedziała na łóżku boso i ze skrzyżowanymi nogami. Zawsze była boso. Tym jeszcze bardziej pozyskiwała moje serce. Bardzo ją kochałem, a ona to rozumiała.

- Nie chciałem tu przyjeżdżać. To był jej pomysł. - chłopak jęczał żałośnie. - Jest zwykłą egoistką. Zepsuta do samego szpiku. Matka co miesiąc podsyła jej pieniądze. Ja chcę tylko wyjechać do Włoch, a ją zostawię tutaj. Zapowiedziałem jej jednak, że z nikim innym nie może uprawiać seksu. Paplanina chłopaka przywodziła mi na myśl zakłócenia radiowe, jakieś szumy, promieniowanie w tle, coś nieuchronnego, ignorowanego, coś o czym się nie pamięta. To nie była nawet walka. Jej obraz był zbyt skrzywiony. Chłopak wiedział, że był przegrany. Jego twarda emocjonalna postawa skrywała głęboką rozpacz. Rozumiałem go, było mi go żal, odbywałem jednak misję i nie mogłem na zbyt długo zejść ze swej drogi. Późnym wieczorem Praga wyglądała grzesznie. Obaj wyszliśmy z tramwaju i pochodziliśmy wokoło bez celu. Młode pary trajkotały i wysypywały się z nowych MacDonaldów.

 

Dzień czwarty:

"Wiesz, mogę mieć każdego, kogo zechcę. On nawet nie wie, dlaczego jestem z nim." stwierdziła Summer z dziwnym uśmiechem. Zaciągnęła się mocno papierosem. Summer miała na sobie markowe, niebieskie dżinsy i zielony golf. Jak zwykle była boso i przyciskała palce do wyblakłego dywanu. "Wiesz, on nie wierzy we własne siły..." dodała Summer po zastanowieniu.

 

Praga widziana od wewnątrz:

Te istoty są bratnimi duszami. Znały się niezliczoną ilość istnień. Nie zawsze przybierały  ludzką postać. Kobiecy anioł umiera. Choroba tkwi głęboko. Tkwi w jej delikatnym ciele. Odliczanie rozpoczęło się. Uratować może ją anioł mężczyzny, ale jemu, pomimo że dysponuje potrzebną wiedzą, brak wystarczającego doświadczenia. Ich najwyższe ośrodki dobrze stopiły się ze sobą. Oboje posiadają naturalny dar Tantry, oboje są siebie godni. Prześlemy nasze błogosławieństwa.

 

Praga widziana z zewnątrz:

Spacerowałem samotnie po brudnej Pradze. Czesi wyglądali na zmęczonych. Nigdy nie byli panami własnego losu. Najpierw Niemcy, potem Rosjanie, a teraz znowu Niemcy, przyszli i poszli, plądrując kraj. Trudna karma. Kto będzie następny? Kwaśny zapach palonej gumy nigdy nie opuszcza Pragi. Amerykańska ambasada jest tu popularna. Rosjanie nie są. Przez cały dzień targowałem się z Hindusami o wizę, nie tylko są chciwi i nieudolni, ale i okropnie sadystyczni. Długo trwa u nich zdobycie pożądanej pieczątki. Pieprzyć ich!

 

Czeszka wróciła ze swoją siostrą. Obie chciały wiedzieć czy Żydzi uważali Jezusa za Mesjasza. Powiedziałem im z pewnym zażenowaniem, że nie. Czeszka i jej siostra znalazły swoją religię. Obie wierzyły w Jezusa. Chłopak odszedł i sam musiałem rozplątać cały ten galimatias. Obie dziewczyny były raczej przyjazne, ale buddyzm uważały za potencjalną wiarę szatana. Mówiłem im o Oceanie Umysłu, starsza siostra słuchała  zaintrygowana. Była chyba rodzinnym myślicielem i pchnęła ich wszystkich w kierunku Chrystusa.

Dziewczyny poszły a ja zostałem sam z Summer. Pocierałem jej kościste stopy. Lubiła to. Summer była zafascynowana swoim ciałem, lubiła, gdy ktoś delikatnie i czule pieścił różne jego części. Jej wolna stopa przywarła do mojego kolana. Summer uśmiechnęła się. Opowiadała jak  pielęgniarki masowały jej pupę zanim wbiły tępą igłę jakiejś strzykawki. Zastrzyki z witamin były jej potrzebne. Była bardzo osłabiona. Sprawdziłem jej język. Nie było na nim śladów zębów. Wolno przeżuwała jedzenie. W Ameryce taka dziewczyna jest rzadkim zjawiskiem. Summer pisywała również długie i piękne listy. Czy naprawdę miała osiemnaście lat?

Wpatrywaliśmy się sobie w oczy. Wszelkie postaci karmy z naszej wspólnej przeszłości pojawiały się i rozmywały nam przed oczami. Poszukiwałem czarodziejki. Widziałem tortury i upokorzenia. Wyczuwałem obojętność ze strony nauczycieli. Nasza stara i potężna karma budziła się w końcu z długiego snu. "Wiesz, jestem bardzo płodna" oświadczyła Summer. "Zaszłam w ciążę mimo pigułek i spirali," Wpatrywałem się w jej owalną twarz i uszy elfa. Przed oczami miałem obraz ziemi. Usta miała pełne i mięsiste. Nos bardzo męski. Właśnie ten nos sprawiał, że twarz Summer była wyjątkowa. Wydatny nos zdradzał ją. Nos i widoczne zakola. Summer była czarownicą. Była też wysoką kapłanką. Teraz, podobnie jak ja, była upadłym aniołem.

 

Dzień piąty:

Księżyc był w pełni. Walczyłem ze swoją berlińską grypą. Summer musiała zadzwonić do mamy. Pieniądze się kończyły. Zadzwoniłem do Polski. Chłopak Summer gdzieś zniknął. Summer i ja ponownie zostaliśmy sami. Odprawiłem pudżę Mahakala, a Summer siedziała spokojnie obok. W przeszłości Summer widziałem obrazy niewypalonej czarnej magii. Summer była dzika, ulotna i pełna ambicji. Kącikiem oka widziałem jej wysoką i tyczkowatą sylwetkę. Jej silna szyja i szerokie ramiona dowodziły, że była zapaloną pływaczką. Pływała z taką zawziętością, że kiedyś po zderzeniu ze ścianą basenu wyłamała sobie palce. Teraz palce Summer były już wyleczone. Podobnie jak ja była typem samotnika, z czego była dumna. Kochałem ją tak bardzo. Wiedziała o tym. Nasza miłość miała długą historię, jej ziarenka zapewne nigdy nie natrafiły na nieurodzajny grunt. Byliśmy z tego dumni.

Odwróciłem się, a Summer podeszła do mnie. Powoli usiadła obok. Jej piękne palce u nóg zwinęły się i wbiły głęboko w nogi. One również były już całkiem wyleczone. Summer uwielbiała jazdę konną i wiele razy końskie kopyta łamały jej palce. Wydałem z siebie gardłowe westchnienie i objęliśmy się. Dotknąłem jej czoła swoim i rozpoczęła się wymiana delikatnych energii. Nadeszła pora, aby przygotować mojego małego anioła do operacji. Poprosiłem swych stróżów o pomoc. Sam nie byłem w stanie tego dokonać. Podejmowałem ogromne ryzyko i byłem odpowiedzialny za nas dwoje. Summer połykała mnie. Wciągnąłem głęboko powietrze, wciągnąłem tajemne tchnienie. Nasze umysły i ciała scalały się ze sobą. Nasza odrębność musiała na pewien czas umrzeć, aby możliwe było uzdrowienie. W oddali, jakby zwiastując dziwnego posłańca, zabrzmiał dźwięk motoru. Właśnie odbywał się tajemniczy niebiański ślub. "Och, ... cóż za rozkosz" westchnęła Sumer.

 

Dzień szósty:

Summer i jej chłopak dzielili mieszkanie razem z wysokim i złośliwym Irlandczykiem, który biegał wokoło  i zarabiał na życie w jakiejś firmie reklamowej. Irlandczyk nazywał się Minnie, a jego pokój był zwykle opustoszały. Była sobota, właściwy dzień na słodkie lenistwo. Summer, jej chłopak i ja wybraliśmy się razem z Minnie na Stare Mesto. Stare Mesto jest starą dzielnicą Pragi. Wszystko w Pradze zalatuje starzyzną. Rzeczywiście, miasto jest niczym ogromny, stęchły stary strych, pozornie zapomniany, wijący się z bólu samotności. Summer chyba kochała to miasto. W najskrytszych zakamarkach jej osobowości krył się lekki fatalizm, który był kotwicą i sterem dla Summer oraz tych wszystkich, którzy ją otaczali. Tym niemniej, w przeciwieństwie do swojego chłopaka, Summer nigdy nie odgrywała ofiary. Wolała ową słodką samotność, która w każdej chwili dawała jej pożywienie i ciepło. Za radą jej chłopaka zwiedziliśmy Globe, lokum amerykańskich emigrantów analizujących lękliwie absurdalną myśl, że właściwie każdy z nich mógłby zostać pisarzem. Nudziło mnie to i poprosiłem Minnie, aby opowiedział o swoim życiu w Dublinie. "No wiesz facet, miałem tam kolesiów, zbieraliśmy się w gangi, tak po prostu dla hecy, żeby trochę narozrabiać." Minnie mieszał kawę i sprawiał wrażenie zadowolonego. "Kurde, miałem takiego kolesia, wszyscy lubiliśmy robić z niego jaja" Minnie przerwał na chwilę. Rzucił nerwowe spojrzenie. "Dobrze się czujesz?" spytałem. "W porządku, facet ... tylko teraz mam trochę cykora," oświadczył. "Czego się boisz?" badałem dalej. "No wiesz, mój koleś czytał na kopy Freuda i gadał, że pewnie jestem homoseksualistą." Uśmiechnąłem się. "Czy naprawdę sądzisz, że jesteś homoseksualistą?" Zapanowało milczenie. "No nie, no nie jestem pewien". Minnie zajęczał przestraszony. Summer z głęboką uwagą obserwowała tę wymianę zdań. "Ja sądzę, że to ten twój zrobił sobie z ciebie jaja." Minnie spojrzał zdumiony i zaczął płakać. Na jego dłoniach pojawił się pot. "Hej, facet, już nie wiem co się dzieje... czuję się tak ...," wyjąkał pośpiesznie. "Wolny?" Spytałem. "No," odpowiedział Minnie ochrypłym głosem. Summer zaśmiała się. Ja również. Strażnicy przetrwali, przetrwali ponownie. Nigdzie nie było widać chłopaka Summer.

Po powrocie do mieszkania Minnie i Summer wzięli udział w odprawianiu pudży Mahakala. Minnie zaczął pić wodę z miski, nieoczekiwanie zamieniając pudżę w jakąś dziwną eucharystię. Summer siedziała obok w bezruchu. Po wyjściu Minniego Summer założyła swoją białą koszulkę i szorty i wskoczyła do łóżka. Była jednak poruszona, oboje wiedzieliśmy, że nasze energie pragną się ponownie scalić. Nadszedł czas na kolejny etap. Zaprowadziłem Summer do łazienki, powoli wciągnąłem tajemny oddech, a potem wdmuchnąłem go do ust Summer. Od tego punktu nie było już odwrotu. Nasze płuca zaczęły gwałtownie mieszać  delikatne energie. Prosto z kosmosu odbierałem witalne siły lecząc nimi eteryczne ciało Summer, a jednocześnie wsysałem i wypluwałem w nieskończoność tkwiące w niej trucizny. Summer była prawie obezwładniona ową mocą tkwiącego w niej nowego powietrza i zaczęła oddychać gwałtownie. Przywarła do mnie niczym małe dziecko. "Jeszcze, proszę" błagała. "Jeszcze."

 

Dzień siódmy:

Noc była zachwycająca. Nawet chłopak Summer dostrzegł przemianę. Włączyliśmy karmiczną TV i udaliśmy się do krainy naszego minionego życia w Indiach. Razem z Summer i jej chłopakiem wyszedłem na spacer w chłodny i ciemny praski wieczór. Summer wciąż miała problemy z krążeniem, jej ręce i stopy często były lodowato zimne. Dla jej chłopaka fakt ten nie był niczym nowym, szedł w pośpiechu, zadowolony z siebie, wyglądając dziwnie obojętnie. Nie zwracając uwagi na innych pocierałem jej kościste, lodowate palce. Nie mogłem już dłużej skrywać swojego uczucia. Chłopak Summer spojrzał w inną stronę. Obcowanie z nim zaczynało być bardzo bolesne. Tylko kłopot i utrapienie. Moja namiętność do Summer w tajemniczy sposób coraz bardziej się rozbudzała. Niczym dym wydobywający się z ogniska. Oboje żyliśmy w naszych umysłach. Uwielbialiśmy nasz stan duchowego orgazmu, a nasze uczucie było nieprzerwaną ofiarą składaną całemu Wszechświatowi. Nacisnąłem migawkę swojego aparatu i okazało się, że się zacięła . Narzędzie służące mi od dawna do utrwalania wydarzeń zdechło. Uchwyciłem  nim postać Jima, Starego Faceta, niezliczone ilości Lamów i bezimiennych istot. Uchwyciłem nawet Summer. Teraz byłem pogrążony w żałobie.

Wzięliśmy udział w przyprawiającym o mdłości pokazie talentów w miejscowym azylu dla Amerykanów mieszczącym się pod jakąś wegetariańską restauracją. Summer bez skrępowania objęła mnie ramionami i pieszczotliwie pocierała swoim czołem moje. To właśnie wtedy doświadczyłem na sobie działanie utajonej mocy Summer. nie widziałem niczego prócz jasnych błysków i  o mało nie zemdlałem. Moc czarodziejki w końcu dopadła i mnie. Chłopak Summer próbował zwrócić na siebie uwagę oddychając głośno i głęboko, ale zyskał jedynie tyle, że opanował go atak nikotynowego kaszlu, zabawnie krztusił się jak szalony. E-HE, E-HE, E-HE! Wydawał z siebie prawdziwy ryk. Wszystko wyglądało bardzo poważnie, chociaż całe to widowisko było głupawe. Nie wiedziałem co powiedzieć gdy po wyjściu z restauracji trzymałem Summer za rękę. "Wiesz, to sami biseksualiści, rzadko tam chodzę" przyznała się Summer. Czy mój mały anioł odmawiał modlitwę?

 

Dzień ósmy;

Śniło mi się robactwo. Dziwne, barwne kształty wysiadywały jaja pod moją skórą. Summer spała na drugim łóżku. Rzadko wstawała przed dziesiątą. Pieprzeni Hindusi wciąż igrali ze mną, co zaczynało mnie już wkurwiać. Chcieli pieniędzy na teleks do Waszyngtonu. Chcieli pieniędzy za wizę. Powiedzieli, że potrwa to tydzień. Powiedzieli, że nie są pewni, czy ich ambasada w Waszyngtonie zatwierdzi wizę. Krótko mówiąc, Hindusi zachowywali się typowo dla siebie. Usta wygłaszają wytworne powitalne mowy - ale jedyne czego chcą Hindusi to po prostu pieniądze.

Moskiewski "Biały dom" został zbombardowany. Środkowa Europa zachowywała się nerwowo i trzęsła w posadach w obliczu tego wydarzenia, którego nikt nie brał pod uwagę. Samotnie spacerowałem po Pradze. Desperacko pragnąłem uwolnić się od chłopaka Summer. Miał w sobie złe fluidy i codziennie przygważdżał nimi Summer. Przykre i brzydkie myśli owładnęły mną gdy włóczyłem się po praskiej dzielnicy żydowskiej. Josefov zionął gęstą i duszącą energią. Wracałem do domu, do swoich korzeni i przeraźliwie pragnąłem z kimś porozmawiać, z kimś kto zadawałby jakieś pytania, z kimś kto by uprzejmie zapytał o tych wszystkich martwych ludzi na cmentarzu. Celowo nie poszedłem na spotkanie z chłopakiem Summer i wróciłem do mieszkania w nastroju niepokoju i konsternacji. Summer otworzyła drzwi, zdziwiła się na mój widok. Była sama, ale szczęśliwa że jestem. Spojrzenie na jej twarzy mówiło wyraźnie: wiem co teraz czujesz. Usiedliśmy i wpatrywaliśmy się w siebie. Ciemne półkola pod oczami nadawały Summer skromny i mądry wygląd. Na swoich cienkich i gołych rękach nie nosiła żadnej biżuterii. Nie nosiła zegarka. Lakier do paznokci był jej obcy. Jedynym ustępstwem, na jakie pozwalała sobie dla mody, był makijaż  twarzy, który robiła przed wyjściem, i od czasu do czasu jakieś kolczyki. W ciągu dnia kilkakrotnie kąpała się, aby poprawić sobie krążenie.

 

"Jestem zagubiony" jęknąłem. "Nie potrafię prowadzić takiego podwójnego życia." Summer nie powiedziała ani słowa. Z rozbawionym i wyczekującym spojrzeniem popatrzyła mi tylko prosto w oczy. "Nie cierpię gdy palisz," kontynuowałem zmęczonym tonem. Summer wciąż milczała, wyraźnie na coś czekała. Nie pamiętam jak, ale nagle Summer znalazła się w moich ramionach. Wymieniliśmy święte tchnienie, a nasze usta powoli się spotkały. Lodowate niebieskie oczy Summer wbijały mi się głęboko w mózg. Summer zawsze dostawała to, czego pragnęła.

"Wyjdźmy," powiedziała Summer sznurując swoje długie brązowe  buty. "Przejdźmy się trochę", dodała. Usłuchałem potulnie. Któż mógłby oprzeć się temu aniołowi? Tamtego wieczoru Praga była wyjątkowo ciemna i chłodna. Podczas spaceru objęliśmy się dla ochrony przed zimnem i aby zasygnalizować nowe stadium naszego związku. Nadchodziło echo tkwiącej w nas dawno temu energii. Znaleźliśmy w parku jakąś ławeczkę i zaczęliśmy naszą towarzyską pudżę. "Zanim się pojawiłeś , widziałam we śnie jakąś niewyraźną postać." oświadczyła Summer. "Czekałam na ciebie." Chciałem zachować spokój. Jej energia był tak uzależniająca. "Czy wiesz, że jesteś chora?" Spytałem  zaniepokojony. "Tak, wiem o tym," warknęła Summer. "Lekarze mówią, że mam bardzo dobre łono. Zaglądali wszędzie, byli wprost zachwyceni." Summer przywarła do mnie całym swoim ciężarem; głowę uniosła wysoko ku niebu, czuła się bezpieczna i bardzo zadowolona. Pocałowałem ją w rękę. Oczy miała zamknięte, ale uśmiechnęła się. W swoim ciemnozielonym płaszczu wyglądała niczym bogini. Głowę miała owiniętą szalikiem, który osłaniał wszystko z wyjątkiem pasemka rudych i cienkich młodych włosów. Pocałowałem ją w usta. "Nie, nie ... czy jesteś pewien, że powinniśmy to robić?" spytała z wahaniem. "Tak, chcę to przeżyć," potwierdziłem. Usta Summer wpiły się gwałtownie w moje.  Całym ciałem przechyliła się w moim kierunku. Kolejna mała cząstka Summer uległa. Poszliśmy do chińskiej restauracyjki i gadaliśmy do późnej nocy.

 

Dzień dziewiąty:

Hindusi kontynuowali swoją grę. Pojechałem obejrzeć Josefov razem z Summer. Delektowaliśmy się głęboką energią emanującą od czarnych i białych żydowskich magów. Summer zaglądała do zimnych pomieszczeń i wzdychała po cichu. Rozumiała istotę tkwiących tu energii, ale czuła, że były one jej obce. "Te siły są jakieś niezdrowe, nie podobają mi się." oświadczyła. Dawne getto promieniowało smutkiem i grozą gdy Summer pochylała swoją muskularną szyję. To nie było miejsce dla niej. Wiedzieliśmy o tym oboje. Resztkami pastelowych kredek naszkicowałem na kartce papieru grobowce, po czym w ofierze dla głodujących miejscowych podarłem swoje dzieło na strzępy. Summer siedziała obok obserwując wszystko w skupieniu, ale  z nutką obojętności. Patrzyliśmy na domokrążców, którzy wyciskali ze starej żydowskiej przeszłości tyle, ile mogli. Potem wyszliśmy.

Summer wzięła mnie za rękę i powiedziała: "Chodźmy na Hradczany." Hradczany, siedziba czeskiego rządu, prawdopodobnie inspiracja dla zamku Kafki. Miejsce na tronie zajął Havel, Golem odszedł na urlop. To właśnie tu, naprzeciwko katedry św. Witolda prawie się przewróciłem. W jakimś dzikim porywie Summer dotknęła swoim czołem mojego , a wtedy tkwiące w nas energie zaczęły scalać się jakby na skutek ostrego spięcia elektrycznego. W chwili, gdy duchy na Hradczanach poczęły wyśmiewać się ze mnie i z moich dylematów, poczułem, że zatracam wyczucie granic. W końcu zacząłem odkrywać summer. Usiedliśmy i zaczęliśmy się całować. Pocałowałem jej ramię i polizałem długą, mocną szyję. Summer poddała się  i przymknęła oczy. "Nie, przestań," odepchnęła mnie. "Nie, nie teraz, chcę tego, ale nie teraz." Przerwałem rozczarowany. "Nie chcę się zagubić," powiedziała z przekonaniem, "i nie chcę, abyś ty się zagubił." Jej długie, kościste i piękne ręce objęły moją twarz. "Chodźmy do domu." Nastąpiło oziębienie.

 

Dzień dziesiąty:

Ziemia widziana z kosmosu we śnie:

Ziemia zakończy swoją egzystencję, gdy słońce będące w końcowej fazie konania napęcznieje i zamieni w parę tę nic nie znaczącą planetę, co nastąpi (tak się uważa) za około czterech do pięciu miliardów lat, na długo przed końcem wszechświata (lub początkiem nowego). Nasza mała planeta zamienia się w diament, a jego przezroczystą wierzchnią warstwę bardzo łatwo zranić. Wyrzuca wokół siebie maleńkie nasiona i niczym skurczona postać z kciukiem do góry wije się i uwodzi gdzieś w okolicach Alabamy.

 

Kupiłem nowy aparat marki Olympus i nawiązałem kontakt z Jordańczykami w Wiedniu. Powiedzieli, że wiza będzie do odbioru w ciągu dwudziestu czterech godzin i że nic nie będzie kosztować. Hindusi w dalszym ciągu mnie zwodzili. Jakże ja nimi pogardzałem! Przez cały dzień trzymałem się z dala od Summer. Powstawał między nami jakiś dziwny dystans, byłem już całkiem zagubiony. Mój czas w Pradze kończył się. Musiałem przestrzegać swojego harmonogramu. Polacy czekali, a moja misja w Karlinie jeszcze nie była ukończona. Zastanawiałem się głośno czy Summer była tulku. Spacerowałem po Starym Mieście wdychając w siebie Czeską nędzę. Bohemia była w przeszłości polem bitew Niemców i Czechów, Protestantów i Katolików z "biednymi Żydami" będącymi w samym środku tego kotła. Czułem coś na kształt dysonansu. Białe napięcie przenikało z Berlina. Gwałtowne masy energii zostały ponownie wprawione w ruch. Gdzie tym razem wypełzną czarne demony? Poczułem zakłopotanie. Umysł i ciało przeszywał ból rozstania. Energia Summer tkwiła teraz we mnie. Musiałem wyrzucić z siebie jej truciznę, a zachować życiodajny nektar. Chłopak Summer wykorzystywał tę pustkę, przez niego powstało owo najokropniejsze nieporozumienie. Gwałtownie zanurzaliśmy się w spirali uczuć. Czułem się wyczerpany i nieszczęśliwy.

 

Dzień jedenasty:

Śniło mi się że jakiś intruz włamał się do hotelu i zbudziłem się zlany zimnym potem. Drugi dzień zimnej wojny nie miał końca. Zaczynałem odczuwać niechęć do Summer. Poszedłem na grób Kafki, ale zbyt późno dotarłem na cmentarz. Musiałem zadowolić się spojrzeniem rzuconym z oddali poprzez żelazne ogrodzenie. Spytałem Summer czy chce wyjechać na jeden dzień z Pragi. Zamek o nazwie Konopiste zachęcał do wizyty. Summer odmówiła i wycofała się zakłopotana. Zniknąłem w ciemnościach nocy. Przestrzeń stała się zbyt mała dla wyzwalających się energii. Tylko nagłe wzburzenie mogło poruszyć Summer.

 

Dzień dwunasty:

Druga nad ranem:

Chłopak Summer zaczął kaszleć przez sen. Wkrótce wstał; zaczął ciągnąć Summer do łazienki na jedną z ich "nocnych sesji." Spytałem Summer o co chodzi, wykorzystała chwilę i wskoczyła do mojego łóżka. Jej gołe stopy przywarły do prześcieradła, gdy ukucnęła prawie na mnie. Wzięła moją rękę i uśmiechnęła się szeroko niczym kot rasy Cheshire. "Ach, wiesz, on już taki jest. Wciąż te spory z ojcem." Summer miała na sobie biały, jedwabny szlafrok, lekko zsunięty poniżej prawie nagiej kościstej klatki piersiowej. Jej białe, długie jedwabne spodenki spoczywały na moich kolanach. Twarz Summer skrywała ciemność, blade światło dochodzące z ulicy uwidaczniało zarys jej pięknie wyrzeźbionej twarzy. Dziwna twarz. W zależności od kąta, pod którym się na nią patrzyło, mogła być podłużna i chuda lub okrągła i pełna. "Idź porozmawiaj z nim, gdy skończysz, przyjdź z powrotem. Każ mu zostać w łazience. To ważne" poleciłem jej. Summer w pośpiechu wybiegła i w końcu, po chwili która zdawała się wiecznością, wróciła

- Co się z tobą dzieje? - warknąłem. - Moja prośba aby pojechać do Konopiste nie była zwykłym zaproszeniem, to było wezwanie. Czy naprawdę sądzisz, że po tym wszystkim, co robiliśmy, możemy tak zwyczajnie wrócić do swoich spraw? - Byłem niecierpliwy i wyczerpany. "Tak, tak" zaszczebiotała Summer. "Nie ma już odwrotu, nie ma odwrotu, chętnie pojadę z tobą jutro do Konopiste." Nutki fałszu unosiły się w powietrzu i skowytały o zadanie ostatecznego ciosu. "Dlaczego przedtem odmówiłaś?" spytałem niecierpliwie. Twarz Summer zachmurzyła się. Starannie ważyła swoje myśli. "Nie wiem, byłam zaskoczona, myślałam, że traktujesz mnie z lekceważeniem." Zacząłem zwracać się do mojego małego anioła spokojnie, ale stanowczo. "Czasem mnie denerwujesz, nie, bardzo mnie denerwujesz, ale zrozum, zależy mi na tobie. Inaczej rozumiem niektóre sprawy." Ledwie skończyłem zdanie gdy Summer wyrzuciła z siebie: "czuję do ciebie to samo". Ścisnęła kurczowo moją rękę. Chrząknąłem. "Jutro nastąpi inicjacja tajemnego tchnienia. Nasz czas tutaj zbliża się ku końcowi. Daj mi jutro," przerwałem. "Obiecuję, że spotkamy się znowu. Na myśl o rozstaniu czuję, że umieram." Summer inaczej ułożyła  nogi i przysunęła się bliżej. "Połączmy teraz nasze oddechy," poleciłem. Summer przysunęła się jeszcze bliżej i usiadła ze skrzyżowanymi nogami. Wydychałem powietrze do jej ust, a ona zaczęła chwytać je żarliwie i przechylać się gwałtownie, tracąc równowagę i przewracając do tyłu. Złapałem ją za ręce, gdy przewróciła się na plecy, głową prawie dotykała ziemi. Summer miała zamknięte oczy, szeroko otwarte usta ukazywały nieskazitelnie białe zęby. "Dobrze się czujesz?" spytałem zaniepokojony. "Co czujesz?" Summer otworzyła oczy i powiedziała tylko jedno słowo "ponadczasowość!"

Hindusi w końcu poddali się. Dostałem wizę. Summer czekała w lobby w ambasadzie, gdy ja ostatnią już godzinę targowałem się z Hindusami. Strażnicy wewnętrznej Mandali otworzyli w końcu drzwi. Pojadę do Indii! Z dworca głównego, Hlavni Nadrazi, pojechałem razem z Summer do Benesova. Całą milę szliśmy przez las aby dostać się do Konopiste. Była wczesna jesień, witała nas burza pomarańczowych i żółtych barw. Drzewa zrzucały swoje okrycia. Widok budzący respekt i wyjątkowy dzień na odprawienie pudży. W powietrzu czuło się moc, piękno i radość. Summer i ja byliśmy w końcu wolni. Nadeszła pora na nieco bardziej bezinteresowną miłość, miłość w świecie pełnym napięć. Nie było chwili do stracenia.

Summer jak zwykle założyła swój zielony płaszcz. Miała na sobie zielone spodnie, długie buty i szalik. Wyglądała niczym królowa lasu. Każdy jej ruch pozostawiał wrażenie niesamowitego wdzięku. Serce Summer zaczęło bić gwałtownie. "Co się stało?" spytałem. "Ach, nie wiesz?" zripostowała niecierpliwie. "Mam kłopoty z sercem. Mięśnie międzyżebrowe blokują serce. Aby przeżyć, muszę dwa razy na dzień uderzyć się gwałtownie w klatkę piersiową. Lekarze nie potrafią mi pomóc."

 

Zamek w Konopiste posiadał jakąś dziwną karmę. Kiedyś piękne miejsce polowań tego faceta, którego stuknęli w Sarajewie. Facet, którego śmierć odznaczyła się piętnem I Wojny Światowej. W środku zamku na wystawie były setki głów zwierzęcych. Z powodu targów z Hindusami przybyliśmy zbyt późno i nie mogliśmy dostać się do środka. Mimo wszystko nie żałowaliśmy, świetny dzień na robienie zdjęć. obserwowaliśmy kroczącego dumnie samotnego pawia. Byłem wyczerpany. Położyłem głowę na kolanach Summer, a ona głaskała mnie po spoconych włosach. Wyglądało jakbyśmy już teraz żegnali się na wypadek nieoczekiwanej katastrofy. Katastrofa nie nastąpiła. Summer zdała z wyróżnieniem. Nie pytając swego nauczyciela o zgodę wprowadziłem ją w arkana tajemnego oddechu. Poprosiłem przewodników o ochronę i uzyskałem ją. Najbardziej niebezpieczne, bulgoczące ścieki zatykające delikatny organizm Summer uległy już uwolnieniu i transformacji. Po zabiegu leżeliśmy na kocu w szybko ciemniejącym lesie. "Jesteś dla mnie kimś szczególnym, kochanie," wyszeptała Summer. "Dajesz mi taką radość." Ze zmęczenia usypiałem.

 

Dzień trzynasty:

Poziom energii po Konopiste drastycznie wzrósł. Dla mnie i dla Summer był to punkt przełomowy. Byliśmy teraz mistycznymi kochankami. W powietrzu delikatnie unosiła się sugestia małżeństwa . "Tak myślę!" powtarzała płaczliwie Summer w odpowiedzi na jakieś zdanie, które wyraziłem w pociągu podczas drogi powrotnej. Nie pamiętam już mojej części rozmowy, ale płacz Summer jest niemożliwy do zapomnienia. Jej zimne, wyrachowane niebieskie oczy spoglądały w przestrzeń, w bladym świetle panującym w przedziale pociągu błyszczały niczym zagubione klejnoty. Jej anielska skóra koloru kości słoniowej zdawała się promieniować. Obietnica życia była jej dana, musiała tylko poprosić. Miała plany. Czułem ich bulgotanie w jej umyśle. Pocałunki Summer były bardzo czułe. Nie cierpiała konfliktów i cieszyła się tym prostym dawaniem i braniem.

 

Nowy dzień. Summer nieco zaspała, a ja razem z jej chłopakiem poszliśmy poszukać jakiegoś wózka na bagaż. W całej Pradze nie można było znaleźć żadnego. Kupiłem więc wózek dziecięcy. Razem z chłopakiem Summer zjedliśmy późny lunch. Przegrana postać w tym całym dramacie Dowiedziałem się, że miał zupełnie popieprzone dzieciństwo. Nie ufał życiu i cierpiał na "Serce". Pancerz skrywający jego emocje był tak gruby, że Summer nie była w stanie go przeniknąć. Całą swoją energię skupiał na opieraniu się sile Summer. Poddanie się było obce naturze tego gniewnego rozbitka. Kochanek niższej chakry. Nienawidziłem go. Jego wyższe ośrodki były zablokowane. Dupek odgrywał wszelkiego rodzaju paranoidalne fantazje. Wysysał  Summer niczym szczeniak przeżuwający nieświeże ciastko. Był przekonany, że zamierzam wyłupić mu oczy podczas snu. "Tak, tak," powiedziałem, nie zwracając na niego żadnej uwagi. Martwiłem się o Summer. Opuszczałem ją i wiedziałem, że będzie to ciężkie przeżycie dla nas obojga. Jak stłumić w sobie ból rozstania? Stuk talerzy  o stół wyrwał mnie z zamyślenia. Czeska kelnerka uśmiechnęła się do mnie. Miała złoty ząb.

Wróciłem do mieszkania, a wtedy Summer kazała swojemu chłopakowi odejść. Nadeszła pora odprawienia ostatniej pudży. Przykryłem Summer kocem i kazałem jej oddychać powoli. Głaskałem jej uperfumowane włosy i włączyłem taśmę z klasyczną hinduską ragą. Summer wybuchła płaczem. "Wszystko w porządku," powiedziała. "Dawno temu byłam w Indiach, ale odebrano mi wszystko, co tam przeżyłam. Teraz czuję, że powracam." Uczciliśmy Mahakalę winem i podziękowaliśmy mu za pomoc. Summer powracała teraz do swoich tantrycznych korzeni. Po raz pierwszy przekazała mi swoje tajemne tchnienie. Włączyliśmy karmiczną TV i obejrzeliśmy w kolorze swoje poprzednie śluby w Niemczech i w Polsce. Tajemne tchnienie otwierało teraz nasze delikatne banki pamięci. Odłączało zarazem nasze pozatykane i nabrzmiałe delikatne kanały. Summer zdjęła swój zielony sweter, zauważyłem, że pod dżinsami ma czarne body. Zdjąłem koszulę. W pokoju robiło się gorąco i duszno. Summer przybrała razem ze mną pozycję Yabyum. Cała przeszłość powracała do niej gwałtownie. Summer powróciła do swojego dawnego pierwiastka. Złączyliśmy nasze układy i pozwoliliśmy energii na swobodny przepływ. Nasze umysły scalały się w jedną myśl wytwarzając zarazem potężne moce. Siła, która potrzebowała uważnych wodzy. Summer czule pocałowała mnie w rękę i spojrzała w oczy. Jajo naszej aury pulsowało i biło gwałtownie z nową siłą. Summer była podniecona. Nasze serca stapiały się ze sobą i niczym powolne dźwięki fugi rozchodziły się we wszystkich kierunkach. Mieszkanie przemieniło się w świątynię. Wszystkie nasze słowa były teraz modlitwą. Straszliwie upodlone łono Summer przeżywało swoją rekonsekrację. Czuła się niczym bogini. Jej  menstruacje były świętą rzeką. Wrażliwe brodawki jej wciąż młodych i rosnących piersi żywiły świat. tantryczna wizja. Wizja zapomniana przez zachód. Summer była teraz wolna, była świętą małżonką. Czyż ktoś byłby w stanie to zrozumieć?

Possałem palec Summer i skierowałem go w kierunku mapy. Powiedziałem, aby zamknęła oczy i podążała za energią. W moim atlasie zaznaczaliśmy ślady naszej karmy wiodącej przez cały świat. Zanurkowaliśmy do Indii. Odpoczęliśmy w Polsce. Summer z zadowoleniem zacisnęła usta. Całowaliśmy się żarliwie podczas naszej niemej uroczystości. Summer nie chciała, nie potrafiła się zatrzymać. Jej długie i aksamitne ramiona ściskały mnie mocno. Fizyczne ciśnienie wprowadzało Summer w stan radości i uwielbienia. Zauważyłem, że jej długie i tyczkowate nogi owinęły mi się wokół pasa, a gołe, podobne do pazurów stopy utworzyły bezpieczny zacisk. Nie sposób było jej się wyprzeć. "Moje stawy zginają się w obie strony," oświadczyła z przekonaniem. "Mogę się dowolnie wyginać." Summer triumfowała. Ofelia, jej kotka, kuliła się w jednym z kątów w pokoju. Widziałem kocie pożywienie porozrzucane po całym dywanie.

 

Dzień czternasty:

Nasz ostatni wspólny dzień, Summer wystroiła się, ale była podenerwowana. Kupiłem bilet na pociąg do Krakowa, wyjeżdżałem późnym wieczorem. Wybraliśmy się znowu na Hradczany. Summer nalegała na tę wyprawę. Promieniowała radością, a jej szczęście udzielało się wokoło. Wiedziała już teraz czego chce. Pragnęła mnie, tylko mnie, obiecała rzucić palenie. Usiedliśmy na jakichś schodach prowadzących w górę na Hradczany i objęliśmy się łagodnie. Dałem Summer tybetański różaniec o nazwie mala. "To będzie nasze urządzenie alarmowe. Codziennie po dziesięć razy powtarzaj mantrę." Summer była w siódmym niebie. "Ach, jak się cieszę!" Dałem jej również zdjęcie Tybetańskiego mistrza, którego Summer tak polubiła.  Był z przodu mojego ołtarzyka i obserwował nas przez cały czas.

Na cześć naszego ostatniego dnia Summer założyła kolczyki. Założyła również brązowe markowe spodnie i beżową kamizelkę. Pod spodem miała pomarańczową koszulę, a jej białe ramiona były lekko odkryte. Wychodziłem na miasto z aktorką. Summer przyciskała do siebie  małą czarną torebkę, a ja w tym czasie robiłem jej kilka ostatnich zdjęć w pobliżu Wełtawy. Posiadała naturalny dar do pozowania. Jakiś zakorzeniony dar, który kultywowała. Usiedliśmy na ławce w pobliżu Hradczanów, a jesienne słońce ogrzewało nam plecy. Summer objęła mnie ramionami. "Ta cała pasja jest jak narkotyk," ostrzegała. "Już od pewnego czasu szukałam takiego uduchowionego mężczyzny," oświadczyła Summer. "Nie przeszkadza ci to, że mam osiemnaście lat?" dopytywała się ostrożnie. "Nie!" stwierdziłem zdecydowanie, mając nadzieję, że rozwieję jej wątpliwości. "Wiesz, Jim Morrison był takim kiepskim poetą," wymamrotała Summer. "Moim zdaniem on w ogóle nie znał się na miłości." Siedziałem spokojnie, cieszyłem się chwilą obecną. Hordy turystów kroczyły obok nas. "Kolejne pawie," oświadczyła Summer robiąc aluzję do naszego przyjaciela podglądacza z Konopiste. "Spójrz na nich. Boją się, aby nie wydarzyło się coś okropnego." Cóż okropnego mogłoby się wydarzyć podczas takiego dnia jak dzisiaj? Zastanawiałem się.

Dzień zamienił się w noc. Razem z Summer zbadaliśmy podziemne krypty we wnętrzu katedry św. Witolda. Komnaty były ciemne i ponure. Nasz mały dom. Nigdzie nie było widać Havla. Prawdopodobnie był zbyt zajęty uprzątaniem ścieków pozostałych w psychice po czasach komunizmu i nazizmu. "Wiesz, to tak jakby Praga dostała coś w rodzaju mono," wyjawiła spokojnie Summer. "Ładną chwilę potrwa zanim to miejsce wygoi swoje rany." Miała rację. Brunatne i czerwone demony kopulowały ze sobą i zniszczyły to piękne i spokojne miasto. Wir został na nowo otwarty, a Summer i ja byliśmy niczym sieroty zagubione podczas burzy. Objęliśmy się i pocałowaliśmy spokojnie na wyspie Kampa. Summer wyzwoliła się ze wszelkich zahamowań. Jej silny uścisk był dla mnie oznaką ciekawości i podniecenia. Nasz związek był wieczny. Teraz już oboje to wiedzieliśmy. Rozstanie, które nas czekało, było tylko rozstaniem fizycznym. Nasze serca i umysły zawsze będą razem, bez względu na czas i przestrzeń. Praga poddała nas swojej próbie, a kolejne były przed nami. Tak jak w małżeństwie. Razem z Summer byliśmy pionierami czegoś bardzo starego, a zarazem czegoś bardzo nowego. "Pamiętaj, nigdy mnie nie zapomnij," wyszeptała Summer do mojego marznącego ucha. Hałas ruchu ulicznego rozpraszał mnie i okrywał nas szczelną osłoną. To było to coś. coś tajemniczego, coś co  posiadają tylko święci i mistycy. Nasze języki pieściły się delikatnie w ciemności. Summer była zakochana. Ten niezwykły mały anioł, który we wczesnym dzieciństwie opanował japoński i niemiecki, a teraz przeorywał się przez strony Finnegan's Wake, był teraz na pewno zakochany. Wróciliśmy do mieszkania. Pocierałem  lodowate stopy Summer, gdy wlazł jej chłopak. Spakowałem się i poszedłem na dworzec. Chciałem złapać pociąg do Polski i dalej, pociąg wir. Odbywałem misję. Usadowiłem się wygodnie na swoim miejscu, we wnętrzu panowały egipskie ciemności. W moim umyśle pojawił się widok Summer całującej mnie po raz ostatni przy drzwiach swojego mieszkania. Tego, za które płaciła czynsz. Jej chłopak był już bankrutem. Pociąg jęczał i toczył się w kierunku niewyraźnego, zupełnie nieznanego miejsca przeznaczenia. Wtedy właśnie ją poczułem. Summer po raz ostatni powtarzała swoje pożegnanie. Nagle w przedziale pojawiła się jej twarz. Była uśmiechnięta i robiła się coraz większa i większa. Taaak, Summer wiedziała, czego chce i była zdecydowana mi to okazać. Poczułem łagodne ciepło wypełniające mnie i cały przedział pociągu. Chłopak Summer zawiózł mnie na stację i oświadczył: "rzucę ją, jeśli będzie kochała się z innym!" Przycisnąłem twarz do zimnej szyby okna w pociągu i zacząłem płakać.